Deutsch Aktuell 83/2017

DA_83_2017Tytuł: Deutsch Aktuell
Numer: 83/2017
Wydawnictwo: Colorful Media

Okres letni zazwyczaj nie sprzyja nauce, ale mi często uświadamia jak bardzo przydatna może okazać się znajomość języków obcych. Grunt to systematyczność. Czas więc na lekturę czasopisma Deutsch Aktuell 83/2017. O czym tym razem można w nim przeczytać?

Garść ciekawostek znajdziecie w dziale In der Kürze liegt die Würze, jak chociażby o pewnej dziewięćdziesięcioośmioletniej kobiecie, która udziela lekcji jogi.

Dzieł Leute rozpoczyna artykuł „Hundertwasser” dotyczący życia i twórczości niezwykłego artysty malarza, który zasłynął na całym świecie. Podziw wzbudzają jego prace, ale także ilość języków obcych, których się uczył.

W dziale Kultur zainteresował mnie artykuł „Hochdeutsch und seine Abwandlungen”. Dotyczy on różnych odmian języka niemieckiego, zależnie od regionu. Najwięcej różnic można zauważyć, porównując niektóre wyrażenia z odmianą w Szwajcarii.

Miłośniczki biżuterii, ale nie tylko zainteresować może kolejny artykuł z działu Kultur „Swarowski – Mehr als nur Schmuck”. Tej marki raczej przedstawiać nie trzeba. Czy jesteście ciekawi w jaki sposób powstała firma oraz co sprawiło, że zasłynęła na całym świecie? Jeśli tak, to zachęcam do lektury.

W tym numerze znajdzie się też coś dla miłośników zdrowego trybu życia. Po pierwsze w dziale Gesellschaft artykuł „Die erfolgreichsten Fitness – und Lifestyle–Blogger”. Dotyczy autorki bloga związanego z tą tematyką. Po drugie w dziale Konversation słówka, zwroty i dialogi związane ze sportem i fitnessem a na deser dział Kochecke, czyli „Smoothie Mania”.

Nie mogę zapomnieć o dziale Reise, który zazwyczaj przyciąga moją uwagę. Tym razem w artykule „Bad Blumau” zachęca do podróży do Austrii. Przedstawia miejsca warte odwiedzenia, ciekawostki, atrakcje artystyczne.

Magazyn Deutsch Aktuell 83/2017 warty jest uwagi. Oscyluje wokół ciekawych tematów, dostarcza nowych słówek i zwrotów do nauki, zaciekawia i zachęca do rozwijania języka niemieckiego. Estetyczne, barwne wydanie przyciąga wzrok a tematyka zazwyczaj stanowi niespodziankę. Ponadto ze strony internetowej czasopisma można pobrać niektóre artykuły w formacie mp3 do odsłuchania (po podaniu kodu) oraz listę słówek w pliku pdf.

„Sznurek” Adam Lang

Tytuł: Sznurek
Autor: Adam Lang
Wydawnictwo: Wydawnictwo
Literackie

Rok wydania: 2017
Ilość stron: 324
Data premiery: 17.08.2017

Szczęście nie jest rozdzielane sprawiedliwie. Jedni mają go w nadmiarze, inni doświadczają bardzo rzadko. Krystian należy do tej drugiej grupy i nic nie zapowiada, by coś w tym zakresie mogło się zmienić. Mieszka na wsi na Podlasiu wraz z bratem, który niezmiernie lubi sprawiać mu ból, czy dokuczać. Nie lepiej jest z ojcem i dziadkiem. Nikt nie jest z niego dumny, nikt nie wierzy, że coś w życiu osiągnie. Jego dom to miejsce, w którym okazywanie uczuć jest równoznaczne z okazywaniem słabości. Każdy dzień wygląda podobnie, aż do chwili, gdy poznaje Sonię, piękną dziewczynę z Warszawy. Wszystko nabiera barw i wydaje się możliwe. Niestety okazuje się, że to dziewczyna jego przyjaciela z dzieciństwa. Czy Krystian ma szansę na szczęście u boku wymarzonej dziewczyny? Czy zmieni dotychczasowe życie? Czy wyrwie się z miejsca, które go przytłacza?

„Sonia. Dziewczyna z GDF 27, co nawet Siur wczoraj powiedział. Wyjdzie za mnie i zawsze będziemy razem. A jak będę miał fantazję, to tego tępego jelenia zaproszę na nasze wesele. Ona mnie chce! Taka dziewczyna się na mnie poznała! Doceniła, że jestem… no, fajny po prostu.” str. 149

Przeczytałam poprzednie książki autora i z tym większą ciekawością sięgnęłam po jego najnowszą powieść. Dotychczas największe wrażenie wywarł na mnie debiut literacki autora, czyli „Klucze”, chociaż „Nagrodę pocieszenia” czytało mi się równie przyjemnie. Trzeba przyznać, że pisarz potrafi w lekki, przystępny sposób przedstawić szereg problemów, z którymi borykają się młodzi ludzie. Tematyka jest rozpięta i za każdym razem zastanawiam się na ile to prawdziwe historie, a na ile fikcja literacka. Jaką opowieść autor zaserwował czytelnikom w nowej powieści?

Główny bohater Krystian to młody, zgubiony chłopak przytłoczony szarą rzeczywistością, toksycznymi relacjami z rodziną i znajomymi oraz brakiem perspektyw na zmianę swojego losu. Po co się więc starać? Na co dzień spotyka się z obojętnością i to zazwyczaj w te lepsze dni. Bywają też gorsze, gdy trafia na brata i jego kolegów, którzy zawsze wymyślą coś okrutnego. Pojawienie się Soni w jego życiu jest jak powiew świeżego powietrza w upalny dzień – otwiera oczy i uzmysławia, że wszystko może wyglądać inaczej. Krystian zaczyna wierzyć, że może zasługuje na szczęście i ma szansę na lepsze jutro. Czy to ułuda? Przy Soni nawet znane i kojarzące się negatywnie miejsca nabierają barw i ciepła. Gorzej, że wciąż towarzyszy jej Konrad, jej chłopak.

Autor bardzo dobrze przedstawił bohaterów, scenerię oraz poruszył wiele trudnych tematów, takich jak toksyczne relacje rodzinne, okrucieństwo, brak zrozumienia i pomocy ze strony najbliższych, ucieczka w nałogi, brak perspektyw i celu w życiu, samotność. Pisarz przedstawił realia, które mogą dotyczyć niejednej osoby. Lektura tej powieści uzmysławia także, jak trudno zapomnieć o bolesnej przeszłości, która tkwi w sercu niczym zadra i co rusz o sobie przypomina.

Wydarzenia przedstawione w książce skłaniają do przemyśleń i są niczym ciąg przyczynowo – skutkowy z impetem sunący do celu, którego nie sposób przewidzieć. To nie jest jedna z tych opowieści, w których zakończenie jest z góry znane i bajkowe. W tym wypadku zupełnie mnie zaskoczyło i wywołało wiele emocji. Także podczas lektury jest sporo zakrętów i niespodzianek, tak jak w życiu. Spoiwem jest lekki styl podszyty ironią i sprawiający, że czytelnik czuje się uczestnikiem wydarzeń.

„Sznurek” to kolejna, udana książka pisarza, która pod osłoną lekkości porusza wiele trudnych tematów. Życiowa, dobrze napisana, pełna kontrastów, zawirowań i problemów bliskich młodym ludziom. Miejscami zabawna, miejscami pełna smutku. Okazuje się, że mała wieś na Podlasiu nie jest taka sielankowa, jak mogłoby się wydawać, a słowo „sznurek” nabiera innego znaczenia.

„Bo to złe kobiety były. Intrygantki i diablice” Joanna Puchalska

Tytuł: Bo to złe kobiety były.
Intrygantki i diablice
Autor: Joanna Puchalska
Wydawnictwo: Fronda
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 360
Data premiery: 14.08.2017

Walka o władzę, wpływy, korzyści finansowe trwa od niepamiętnych czasów. Intrygi, kłamstwa, manipulacje są domeną, w której niektórzy ludzie czują się niezwykle dobrze. Nie zabrakło wśród nich kobiet, które dzięki urodzie, intrygom i wyrachowaniu potrafiły osiągnąć bardzo wiele zarówno w dawnych czasach, jak i w okresie PRL-u. Teraz możecie poznać historie niektórych z nich.

Joanna Puchalska – absolwentka historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim.  Autorka książek „Dziedziczki Soplicowa”, „Kresowi sarmaci” oraz „Polki, które zadziwiły świat”. Tłumaczka literatury angielskojęzycznej.

Autorka przybliża sylwetki dziesięciu kobiet, wśród których znajdują się: Barbara Giżanka, Barbara Brezianka, Agnieszka Machówna, Maria Teresa Dogrumowa, Zofia Potocka, Karolina Sobańska, Xawera Deybel, Janina Broniewska, Wanda Wasilewska oraz Blanka Kaczorowska. Większość tych nazwisk niewiele mi mówiła, ale po poznaniu ich historii z pewnością je zapamiętam. Opowieści te wzbudzają zdziwienie oraz wiele skrajnych emocji. Trzeba mieć odpowiednie cechy charakteru, by po pierwsze być tak bezwzględnym i nieczułym na cierpienie innych, po drugie tak umiejętnie lawirować, by osiągnąć cel. Czasem zadziwia też fakt, że tak lekko niektórzy potrafią grać na cudzych emocjach, manipulować.

Książkę czyta się z zainteresowaniem, szybko – dzięki zgrabnemu konstruowaniu opowieści, lekkiemu stylowi oraz licznym urozmaiceniom w postaci cytatów oraz ilustracji opartych na źródłach umieszczonych na zakończenie każdego z rozdziałów. Każdy z rozdziałów jest też opowieścią o jednej z dziesięciu kobiet. Wiedza przekazywana na kartach publikacji nie nuży a raczej zachęca do sięgnięcia po kolejne książki o zbliżonej tematyce. Dzieje się tak między innymi z tego powodu, że nie są przekazywane tylko suche fakty, a opowieść jest częściowo zbeletryzowana i umieszczono w niej dialogi. Zostały one dobrze przygotowane i nie ma się wrażenia sztuczności. Wkomponowują się w treść.

W trakcie lektury czasem czytelnik zastanawia się, czy w głębi serca wszystkie z tych kobiet były złe. Autorka nie ocenia każdego ich zachowania, tylko opowiada o ich losach, nakreślając warstwę obyczajowo – polityczną oraz przemiany mające miejsce w opisywanych czasach. To pozwala też na lepsze zrozumienie motywów ich działania. Losy niektórych z opisywanych kobiet się przeplatają, jak chociażby Wandy Wasilewskiej i Janiny Broniewskiej.

Historie przedstawione w publikacji wzbudzają emocje, ukazując trudne, czasem toksyczne relacje, życiowe zawirowania, ból, samotność, ale też zło, bezduszność, okrucieństwo i zawiść. Duże wrażenie na mnie wywarła opowieść o losach Celiny Mickiewiczowej, żony Adama Mickiewicza i roli, jaką w ich życiu odegrała Xawera Deybel.

„Bo to złe kobiety były. Intrygantki i diablice” to publikacja poszerzająca wiedzę, skrupulatnie przygotowana, ale równocześnie ciekawa i lekka w odbiorze. Opowieść urozmaicają zgrabnie wkomponowane dialogi oraz ilustracje. Czyta się dobrze i z zainteresowaniem, a jednocześnie w pamięci pozostają losy dziesięciu kobiet, które trwale zapisały się na kartach historii. Kobiet sprytnych, bezwzględnych, którym nie obce były manipulacje i intrygi. Czy jesteście ciekawi ich historii?

„Zła droga” Mikel Santiago

Zła_drogaTytuł: Zła droga
Autor: Mikel Santiago
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 440

Jedna niewłaściwa decyzja może stać się przyczyną lawiny wydarzeń zmieniającej dotychczasowe życie w koszmar. Gdy Chucks, znany rockman pije drinki z kolegą w barze jest szczęśliwy. Skończył nagrywać krążek, chce uczcić zwieńczenie pracy i oczekiwany sukces. Ten wieczór zmieni wszystko, lecz nie w taki sposób, jak planował. Gdy wraca samochodem do domu jest ciemno, a droga nie jest oświetlona. W pewnej chwili widzi mężczyznę, który wbiega wprost pod koła auta. Wszystko dzieje się w ułamku sekundy, nie pomaga hamowanie, nic nie można zrobić. Gdy Chucks wysiada z samochodu mężczyzna jeszcze żyje i mówi coś po francusku. Słowo, które z początku wydaje się nie mieć sensu. Od tego momentu wszystko idzie w złym kierunku, nie tak jak powinno. Kim był mężczyzna? Jak znalazł się w nocy na nieoświetlonej drodze? Co tak naprawdę się wydarzyło?

Mikel Santiago – karierę literacką rozpoczął pisząc opowiadania i nowele oraz umieszczając je na blogu. Szybko zdobył wiernych czytelników. Jego debiut powieściowy to książka „Ostatnia noc w Tremore Beach”, która przyniosła mu dużą popularność. Swój czas dzieli tak, by starczyło go na pisanie, grę na gitarze oraz programowanie.

Debiutu powieściowego autora nie czytałam i jest to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Do tego gatunku literackiego długo namawiać mnie nie trzeba tym bardziej, że opis fabuły wydaje się całkiem intrygujący.

Autor rozpoczyna lekturę dynamicznie, od razu potęgując zainteresowanie. Wypadek, który jest czynnikiem zapalnym dalszego rozwoju wydarzeń w gruncie rzeczy zawiera wiele niewiadomych. Każda z nich tworzy niepokojącą całość i sprawia też, że wysuwają się kolejne pytania, na które w pierwszym momencie nie można znaleźć odpowiedzi. Miejsce, w którym rozgrywa się akcja sprawia wrażenie spokojnego, przyjemnego, a ludzie zamieszkujący okolicę wydają się godni zaufania. Sceneria zbyt idealna, skrywająca drugie dno. Przekonuje się o tym Chucks, próbując wyjaśnić sytuację. Z początku zupełnie się nie spodziewałam, w którym kierunku wszystko zmierza. Pisarz zręcznie manewruje między różnymi wątkami, wprowadza chaos i naprowadza na mylne tropy.

„W ciągu niespełna dziesięciu minut spokojny piątkowy ranek zamienił się w koszmar HD, na żywo i w kolorze. I na dodatek to wszystko było łudząco podobne do innego koszmaru high definition sprzed piętnastu lat.” str. 25

Atmosfera pełna jest niedomówień, podejrzeń, co prawda bardziej w pierwszej części książki, niż dalej. Później łatwiej domyślić się przebiegu wydarzeń. Mimo dozy przewidywalności książkę czyta się z uwagą i lekkością. Walorem jest wielowątkowość oraz wplatanie wydarzeń z przeszłości bohaterów, które zmieniają spojrzenie na rozwój sytuacji i mogą wpływać na zmianę punktu widzenia. Co jest prawdą a co urojeniem?

Narratorem opowieści jest Bert Amandale, przyjaciel Chucksa. Co ciekawe jest autorem thrillerów. Z powodu różnych życiowych zawirowań trafia z rodziną do Francji, by tu odnaleźć spokój, do miejsca, które cały ten spokój burzy. Za sprawą wypadku Chucksa, Bert zostaje wciągnięty w jego prywatne śledztwo i stara się pomóc wyjaśnić sytuację, co na szali stawia relacje z najbliższymi. Dzięki takiej narracji opowieść wydaje się realna, przez co też bardziej niepokojąca. Bert i Chucks bardzo dobrze się znają, dlatego też przedstawianie wydarzeń oczami Berta mocniej działa na wyobraźnię.

Wszystko do siebie pasuje: bohaterowie, sceneria, zagadka do rozwiązania. Przeplata się wiele życiowych wątków. Fabuła jest lekko poprowadzona, ale trochę nierówna. Moim zdaniem pierwsza część jest lepsza i bardziej interesująca niż samo zakończenie, ale całość czyta się dobrze i szybo.

Książka „Zła droga” to ciekawy thriller psychologiczny, w którym nie zabrakło realizmu i dobrych kreacji bohaterów. Rozbudowana warstwa psychologiczna, która nie nuży a intryguje oraz wielowątkowość to atuty tej opowieści, tak jak pełna podejrzeń atmosfera i sceneria, w której rozgrywają się wydarzenia.

„Kości Skryby” Brandon Sanderson

Kości_skrybyTytuł: Kości Skryby
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze (tom 2)
Autor: Brandon Sanderson
Wydawnictwo: IUVI
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 320

Świat pełen jest niespodzianek, o czym nie raz przekonał się Alcatraz. Mroczni bibliotekarze tylko czekają na potknięcie z jego strony, by uzyskać przewagę i wprowadzić jeszcze większy zamęt. Młody Smedry wyrusza do Biblioteki Aleksandryjskiej, która istnieje mimo mylnych informacji na ten temat. Okazuje się, że wypożyczanie książek i chęć zdobycia wiedzy mogą być bardzo niebezpieczne – można stracić duszę. W podróży towarzyszy mu Bastylia, lecz nie tylko. Poznaje kolejnych członków rodziny. Przyjdzie im zmierzyć się z mrocznymi i bezwzględnymi najemnikami Kości Skryby. Kto wygra tę rozgrywkę? Jakie zagadki skrywa tajemnicza Biblioteka Aleksandryjska?

Lektura pierwszej części serii „Alcatraz kontra Bibliotekarze” („Piasek Raszida”) okazała się przyjemna i pełna przygód. Sądziłam, że wiem czego oczekiwać po tomie drugim i muszę przyznać, że się nie zawiodłam. Kolejna część okazała się lepsza od poprzedniczki, o czym postaram się Was przekonać.

Dla miłośników książek, już sama biblioteka kojarzy się z regałami po brzegi wypełnionymi książkami, a co dopiero Biblioteka Aleksandryjska. Miejsce, w którym gromadzona jest wiedza z każdej dziedziny. Z zewnątrz wygląda niepozornie, ale wewnątrz pełna jest ukrytych przejść, pułapek i mrocznych kustoszy. Łatwo w niej się zatracić i pozostać na zawsze. Jest niczym labirynt, w którym trudno przewidzieć, co czyha za rogiem. To w jej zakamarkach przyjdzie zmierzyć się Alcatrazowi z Kośćmi Skryby. Kto lub co to jest? Tego Wam nie zdradzę, lecz cechuje ich bezwzględność i mrok w sercu oraz olbrzymia siła.

Fabuła po raz kolejny świadczy o bogatej wyobraźni autora. Jest ciekawie i dynamicznie. Cały czas coś nowego się dzieje i na nudę narzekać nie można. Bohaterowie co rusz trafiają na kolejne przeszkody, bądź łamigłówki do rozwikłania. Wynik niektórych jest dosyć zaskakujący. Sceneria, w której rozgrywają się wydarzenia przyciąga klimatem i intryguje. Któż nie chciałby znaleźć się w takim miejscu, pełnym zagadek i wypełnionym książkami. To trochę jak poszukiwanie skarbów, chociaż cel tej wyprawy nie na tym polega. Alcatraz podąża śladami dziadka, równocześnie poszukując ojca, którego jeszcze nie zdążył poznać.

Bohaterowie stanowią oryginalną gromadkę o niebanalnych talentach. Alcatraz ma talent do psucia, o czym można było się przekonać w poprzedniej części, chociaż i w tej bardzo mu się przyda. A co powiecie o talencie do gubienia się? To atrybut jednego z nowych bohaterów. Takie talenty mogą mieć tylko Smedry, a w tej części pojawią się kolejni członkowie tej niesamowitej rodziny.

Alcatraz pod względem charakteru przypomina mi trochę Gregora z serii „Kroniki Podziemia”. Nie chce być bohaterem, ani przywódcą, ale siłą rzeczy wciąż musi mierzyć się z nowymi przeciwnościami losu i często łut szczęścia sprawia, że wychodzi cało z opresji. Postać wzbudza sympatię i z uwagą śledzi się jego los. Sympatię wzbudza też Bastylia, chociaż z pozoru stara się robić wiele by tak nie było. W tej części pojawia się Kaz – bratanek Alcatraza, który wprowadza do opowieści sporo humoru, szczególnie zbiorem faktów dotyczących niskich ludzi. Jest jeszcze Australia, dosyć nieporadna, ale miła.

„To, kim jesteśmy – to znaczy osoba, którą się stajemy przez to, co robimy – co – tak się składa – właściwie wyznacza to, kim jesteśmy – na przykład ja zostałem okulatorem – co jest całkiem fajne – robiąc rzeczy, które robią okulatorzy – a nie to, kim możemy być – jest ważniejsze – zasadniczo – niż to, jak wyglądamy.” str. 194

„Kości Skryby” to intrygująca przygoda rozgrywająca się w klimatycznej scenerii i wypełniona oryginalnymi bohaterami. To wyprawa w ciekawym gronie do niezwykłej, przepastnej i tajemniczej biblioteki. Do tego należy wspomnieć o nietypowej narracji. Alcatraz sam opowiada o swoich przygodach, wtrącając anegdotki wzbudzające uśmiech. Ciekawa jestem, czym autor zaskoczy czytelnika w kolejnym tomie.

„Wiktoria” Daisy Goodwin

WiktoriaTytuł: Wiktoria
Autor: Daisy Goodwin
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 432

Sprawowanie rządów w królestwie wiąże się z ogromną odpowiedzialnością, próbami manipulacji, siłą charakteru oraz oczekiwaniami, którym można nie sprostać. Przed tym zadaniem staje młoda, osiemnastoletnia Aleksandryna Wiktoria. Objęcie panowania rzuca ją od razu na głęboką wodę. Wiele osób próbuje wywrzeć wpływ na jej decyzje, w z pozoru słusznej sprawie przejąć kontrolę, próbując w oczach innych przedstawić ją jako młodą, rozkapryszoną i niezdolną do rządzenia samodzielnie dziewczynę. Stąd też próby wydania ją za mąż, między innymi za kuzyna, księcia Alberta, którego kojarzy, jako bezbarwnego i nudnego. Jak będą wyglądały rządy za jej panowania? Czy okaże się na tyle silna, by sprzeciwić się próbom manipulacji i nie dać wciągać w intrygi?

Daisy Goodwin – autorka pamiętników oraz powieści „My Last Duchess” i „The Fortune Hunter”. Redaktorka antologii wierszy, prezenterka i producentka programów telewizyjnych. Jest też autorką scenariusza do serialu Wiktoria.

Po powieści historyczne chętnie sięgam, a opis tej bardzo mnie zainteresował. Dziewiętnasty wiek, Wielka Brytania i młoda, zagubiona dziewczyna obejmująca tron, co wiąże się z wieloma intrygami dworskimi. Cieszę się, że trafiłam na ten tytuł, gdyż czytanie książki okazało się prawdziwą przyjemnością. Mimo jej obszerności, czyta się bardzo szybko i z ciekawością.

Historia w prologu rozpoczyna się od 1835 roku, czyli dwa lata przed objęciem tronu przez Wiktorię. Pozwala to na lepsze zrozumienie jej relacji z matką i mężczyzną, który jej nie odstępuje i ma duży wpływ na księżną Kentu a jest nim sir John Conroy. Autorka kreśli obraz warunków, w jakich Wiktoria była wychowywana, co ułatwia na późniejszym etapie akceptację jej nastawienia do niektórych osób.

Obraz jest barwny, wyrazisty i kompletny. Czytelnik może poczuć się tak, jakby był uczestnikiem przedstawianych wydarzeń, czego zasługą z pewnością jest lekki styl, krótkie, ale treściwe rozdziały, ciekawe dialogi. Książka pozytywnie mnie zaskoczyła. Spodziewałam się interesującej lektury, lecz otrzymałam jeszcze lekki przekaz oraz gamę emocji o różnym natężeniu.

Główna bohaterka jest z początku zagubiona, co wcale nie dziwi. Z jednej strony chce sprostać wymaganiom jej stawianym, z drugiej zaś zawalczyć o niezależność i szczęście. Z każdej strony jej ruchy pętają zobowiązania, zasady, powinności. Miota się między poczuciem obowiązku a własnymi przekonaniami. Bycie monarchinią to często podejmowanie decyzji niekoniecznie zbieżnych z własnym dobrem, jak chociażby wejście w związek małżeński. Do tego znikome wsparcie najbliższych i ciągła ostrożność, by nie stać się marionetką. Niestety jej pozycja stawia ją na świeczniku, a tym samym naraża na nie zawsze zasłużoną krytykę. Podejmowanie decyzji zgodnych z własnym sumieniem, ale krzyżujących plany intrygantów często też wiąże się z uzyskaniem grona wrogów, czekających na najdrobniejszą pomyłkę.

„Jednak wszyscy chcieli zobaczyć nową królową. Krążyło tak wiele plotek dotyczących jej postury (czy to prawda, że jest karlicą?), intelektu (w klubach przy Pall Mall powątpiewano, czy umie czytać i pisać) oraz znajomości angielskiego …” str. 76

Wątek miłosny jest zgrabnie wpleciony i poprowadzony. Czasem uczuciem można obdarzyć sprzyjającą osobę. Czy jednak jest to miłość? Innym razem uczucie może nadejść zupełnie niespodziewanie i osaczyć swoją siłą.

Treść książki jest ciekawa, ale w zależności od pokładanych oczekiwań może je spełnić bądź nie. Jeśli ktoś szuka lekko poprowadzonej powieści historycznej, a wręcz romansu historycznego to się nie zawiedzie. Jeżeli czytelnik oczekuje wielu faktów historycznych i poszerzenia wiedzy w tym zakresie to może poczuć się rozczarowany.

„Wiktoria” to lekka, przyjemna w odbiorze powieść historyczna osadzona w realiach Wielkiej Brytanii XIX wieku. Zaciekawia i zapewnia miło spędzone chwile, lecz nie będzie stanowić kopalni wiedzy na ten temat. Pozwala przenieść się na salony Pałacu Buckingham, poczuć sieć intryg, potyczek politycznych i pierwszych miłości. Czas przy lekturze upływa bardzo szybko.

„Zielony detoks” Zbigniew T. Nowak

Zielony_detoksTytuł: Zielony detoks
Autor: Zbigniew T. Nowak
Wydawnictwo: Eureka
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 184

Od niepamiętnych czasów wiadomo, że rośliny mają bardzo duży wpływ na nasze zdrowie. Wykorzystuje się ich właściwości w wielu dziedzinach, stosuje w lekach, kosmetykach. Przepisów i porad na ten temat można znaleźć wiele, bardziej lub mniej wymyślnych. Teraz do Waszych rąk może trafić książka, w której znajdziecie informacje na temat roślin o leczniczych właściwościach, z których w zaciszu domowym można przygotować soki, napary, olejki, czy po prostu częściej je jeść. Może to poprawić samopoczucie i mieć dobry wpływ na zdrowie.

Książka jest podzielona na szesnaście rozdziałów, z których każdy dotyczy innego gatunku roślin. Znajdują się wśród nich rośliny dostępne niemal w każdej kuchni, takie jak czosnek, cebula. Na temat każdej z nich autor przedstawia garść ciekawostek, między innymi dotyczących jej pochodzenia, wyglądu, właściwości leczniczych, owoców. Są też informacje na temat czasu zbiorów, sposobu przechowywania i przetwarzania. Jest też miejsce na dodatki, które można zastosować, by poprawić aromat, czy smak.

Wiele informacji jest dla mnie nowością. Pierwszy raz przeczytałam o roślinie, która wiąże metale i wydala je z organizmu, poprawia nastrój, pamięć i koncentrację. To tylko jeden z licznych przykładów. O innej roślinie i jej owocach kiedyś trochę czytałam i wiedziałam, że zalecana jest dla osób z wadami wzroku. Okazuje się, że ma znacznie więcej pozytywnych właściwości.

W książce nie brak różnego rodzaju ciekawostek, jak chociażby tej związanej z czosnkiem i starożytnym Egiptem.  Co wspólnego może mieć Marek Aureliusz z czosnkiem? Tego Wam nie zdradzę, ale zachęcam abyście przeczytali sami. Dzięki takim informacjom i lekkiemu, ciekawemu stylowi opisów poradnik ten czyta się z zainteresowaniem i bez znużenia. Informacje w nim zawarte nie przytłaczają terminami i ciężkim językiem, wręcz przeciwnie, poznaje się je przyjemnie. Uzupełnienie stanowią liczne, barwne ilustracje zgrabnie wplecione w treść.

Receptury przedstawione są dokładnie wraz z dobrym opisem sposobu ich przygotowania. Myślę, że bez problemu można je przyrządzić we własnej kuchni. Ważne są także informacje na temat przeciwwskazań w stosowaniu specyfików, które opisują.

W książce, na początku znajduje się przydatny terminach, który ułatwia wyszukiwanie informacji, bez potrzeby analizowania każdego jej rozdziału. Można szybko wyszukać informacje po nazwie rośliny, czy wskazaniu konkretnego problemu, na który poszukujemy rozwiązania np. otyłość, czy nadciśnienie tętnicze.

„Zielony detoks” to książka, która wskazuje z jakich bogactw natury możemy korzystać, by poprawić samopoczucie i zdrowie, bez potrzeby zakupu specjalistycznego sprzętu, w zaciszu domowym. Czy stosowanie tego typu soków, czy naparów faktycznie pomaga? Jeszcze nie wiem, gdyż ich nie stosowałam, ale każdy pewnie słyszał o pozytywnych właściwościach przykładowo czosnku, czy cebuli. Kiedyś stosowało się je przykładowo na przeziębienie. Warto spróbować, gdyż ludzie od wielu lat korzystają z ziół i roślin. W pierwszej kolejności planuję przygotować „Lekarstwo z czarnej jagody” i sama się przekonać. Taką lekturę warto mieć na swojej półce i korzystać z wiedzy w niej zawartej.

„Camille, moja ptaszyna” Sophie Daull

CamilleTytuł: Camille, moja ptaszyna
Autor: Sophie Daull
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 164

Utrata bliskiej osoby, niezależnie od jej wieku jest bardzo bolesna. Trudno sobie wyobrazić, jak czuje się matka, która traci swoje jedyne dziecko. Jak sobie poradzić z bólem? Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Sophie postanowiła napisać książkę, w której zachowa wspomnienia, utrwali dni, które zmieniły jej życie na zawsze. Książkę, w której zachowa pamięć o najukochańszej córce. Powie jej to wszystko, czego nie zdążyła przed jej śmiercią. Opisze szczegóły tych bolesnych wydarzeń, drobne elementy składające się na całość, które z czasem mogłyby zatrzeć się w pamięci.

Takiej książki nie czyta się lekko i bardzo trudno jest ją oceniać. Zawiera bardzo osobiste przemyślenia i wstrząsające przeżycia. Każdy w inny sposób radzi sobie ze stresem, bólem, smutkiem. Jedni załamują się i popadają w nałogi, inni starają się walczyć. Autorka pisze do zmarłej córki i jest to jej sposób na pogodzenie się z rzeczywistością oraz zachowanie w pamięci ostatnich razem spędzonych dni.

Lektura jest poruszająca i wypełniona emocjami. Równocześnie napisana jest w sposób łatwy w odbiorze i trafiający do serca. Matka opisuje uczucia, które jej towarzyszyły każdego dnia walki córki z chorobą, poczucie bezradności i frustracji, gdy mimo prób pomocy nie była w stanie za wiele zrobić. Mogła tylko być przy córce i patrzeć na jej cierpienie.

Książka może pomóc osobom, które przeżyły utratę bliskiej osoby. Ukazuje jak kruche jest ludzkie życie i jak łatwo w jednej chwili stracić tak wiele. Autorka roztacza przed czytelnikiem obraz utkany ze wspomnień, zabarwiony miejscami humorem, prawdziwy i mocno oddziałujący na wyobraźnię. Obraz przesłonięty mgłą bólu.

W publikacji przeplata się opis ostatnich dni życia Camille z wspomnieniami z wcześniejszego, szczęśliwego okresu. Jest też sporo przemyśleń i pytań, na które nie znajdzie się odpowiedzi. Czy można było zrobić coś więcej? Czy lekarz mógł wcześniej zdiagnozować przyczynę wysokiej gorączki?

„Camille, moja ptaszyna” to książka pozwalająca zachować wspomnienia matki o ostatnich chwilach życia córki. Sposób na pogodzenie się z bolesną, niesprawiedliwą rzeczywistością. Porusza, wstrząsa i ukazuje jak nieprzewidywalny jest los i jak mały wpływ mamy na niektóre wydarzenia.

„Lato Eden” Liz Flanagan

Lato_EdenTytuł: Lato Eden
Autor: Liz Flanagan
Wydawnictwo: IUVI
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 312

Powrót ze szkoły odbył się jak zazwyczaj. Wracasz autobusem z przyjaciółką. Żegnacie się na przystanku w nieco napiętej atmosferze. Drobna wymiana zdań zmieniła nastrój, ale nic nie szkodzi, przecież jutro sobie wszystko wyjaśnicie. Wstajesz następnego dnia, idziesz do szkoły i nagle czujesz, że wszyscy cię obserwują. Czy popadasz w paranoję? Słyszysz szmer rozmów, szepty i zastanawiasz się, co jest nie tak. Czy to jakiś dowcip? Czym zwracasz na siebie uwagę? Gdy dociera do ciebie prawda, nie możesz w to uwierzyć. Jeszcze wczoraj ze sobą rozmawiałyście, więc niemożliwe, że zaginęła. Ktoś musiał się pomylić. Może poszła na wagary, zadzwoni i po kłopocie. Czas mija a jej nadal nie ma. Co mogło się stać?

„Życie jest zbyt krótkie i nie wiadomo, co nas czeka za rogiem. Ale dziś życie jest tutaj i ja też, i nie przychodzi mi do głowy ani jeden powód, dla którego nie mogłabym uchwycić się tego życia obiema rękami.” str. 296

Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają. Taka myśl nasuwa się, gdy spojrzy się na przyjaciółki Jess i Eden. Różni je bardzo wiele, zarówno pod względem cech charakteru, jak i wyglądu. Łączy także wiele – przyjaźń i zaufanie, wsparcie w trudnych momentach. Gdy Eden znika, Jess postanawia ją odnaleźć. Czuje, że jest w stanie to zrobić. To jedyna szansa, bo czas ucieka. Myśli, że znają się na tyle dobrze, że jest w stanie określić miejsca, w których Eden może przebywać. Z każdym, kolejnym krokiem coraz bardziej wzrasta jej niepokój oraz mnożą się pytania dotyczące losów przyjaciółki. Okazuje się, że nie o wszystkim rozmawiały a każda w sercu głęboko skrywała swoje sekrety.

Książka napisana jest częściowo w formie pamiętnika. Prowadzi go Jess, młoda dziewczyna, która mimo swojego wieku doświadczyła już bólu i wie, co oznacza przerażenie i bezsilność. Doświadczyła tego na własnej skórze. Na szczęście w trudnych chwilach miała wsparcie ze strony najbliższych. Teraz musi okazać się silna. Bieżące wydarzenia przeplatają się z wspomnieniami lata, od którego wszystko się zaczęło. Lata, które wszystko zmieniło.

Autorka poruszyła sporo ważnych tematów, które mogą dotyczyć młodych osób. Przyjaźń, pierwsza miłość, ból po stracie bliskiej osoby, zatruwające każdy dzień poczucie winy, przemoc. W każdej chwili szczęście może się zmienić w koszmar. W takich momentach człowiek się zastanawia, co było impulsem. Czy można było pewnych wydarzeń uniknąć, przewidzieć je, czy zmienić ich przebieg? Widać jak ważne w trudnych chwilach jest też wsparcie najbliższych.

Fabuła jest ciekawa i przede wszystkim dobrze poprowadzona. Książkę czyta się szybko i z uwagą. Sama byłam zdziwiona łatwością odbioru i ilością wplecionych wątków. Z pozoru tylko jedno wydarzenie zaburza spokój miasteczka, lecz pod tą fasadą skrywa się więcej problemów, których wynikiem jest między innymi zaginięcie Eden.

Najlepiej zarysowaną postacią jest Jess. Wzbudza emocje, ma swoje mocne i słabe strony, podejmuje słuszne i błędne w skutkach decyzje, jak każdy. Nieco bardziej papierową postacią wydała mi się Eden. Z uwagą śledziłam wydarzenia z nią związane, lecz nie rozumiałam jej zachowania, częściej wzbudzała niechęć niż sympatię. Książka skierowana jest do młodzieży i być może też stąd wynikały moje różnice w postrzeganiu problematyki. Myślę, że niektóre poruszone w niej tematy mogą stanowić przestrogę oraz skłonić do przemyśleń i chociażby z tego powodu warto ją poznać.

„Lato Eden” to książka skierowana do młodzieży w ciekawy sposób poruszająca wiele problemów. Treść przedstawiona jest w bardzo przystępnej formie, lekko i realnie. Porusza, dostarcza pakiet emocji, wzbudza zainteresowanie. Lektura tej powieści zajmuje tylko chwilę, ale daje do myślenia i pozostaje w sercu.

„Przyszłość Violet i Luke’a” Jessica Sorensen

Przyszłość_Violet_i_Luke'aTytuł: Przyszłość Violet i Luke’a
Autor: Jessica Sorensen
Seria: Przypadki (tom 4)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 240

Traumatyczne przeżycia odciskają piętno, które pozostaje i boleśnie przypomina o sobie każdego dnia. Bywają okresy, gdy da się je zepchnąć głęboko, lecz wspomnienia wracają ze zdwojoną siłą. Trudno nauczyć się z nimi żyć. Wiedzą o tym doskonale Violet i Luke. Dwie młode osoby doświadczone przez los, których ścieżki wciąż się przecinają. Nie potrafią o sobie zapomnieć i mimo, że ich drogi się rozeszły na jakiś czas, ponownie na siebie wpadają. O to nie trudno, gdyż oboje wplątują się w coraz to nowsze kłopoty, przebywając w tym samym miasteczku. Tym razem pomocy potrzebuje Luke a Violet postanawia go wesprzeć. Czy faktycznie tylko on potrzebuje pomocy?

Z twórczością pisarki miałam styczność już wielokrotnie i to między innymi dzięki jej książkom odkryłam i polubiłam New Adult. Sięgając po czwarty tom tej serii wiedziałam, że czeka mnie emocjonująca lektura i tym razem po raz kolejny taka się okazała.

„Znalazłam się blisko niego po raz pierwszy, odkąd dowiedzieliśmy się o wszystkim. Ogarnia mnie uczucie potężniejsze, niż byłabym w stanie sobie wyobrazić. Nic nie mówimy. Nie ruszamy się. Nie oddychamy. Nawet gdy ludzie wpadają i wychodzą z sali, przepychając się obok nas.” str. 37

Książkę czyta się błyskawicznie, czego zasługą jest głównie styl pisarski, ale także w tym wypadku mniejsza liczba stron. Rozpoczynając lekturę poczułam się tak, jakbym spotkała dawno niewidzianych znajomych. Początek wzbudził też gniew wywołany relacjami Violet i Prestona. Nie potrafię zrozumieć, jak mogła ponownie wrócić do tego, co ją tak bardzo dołowało i rujnowało jej życie. Czasem jednak popełnia się błędy, wierząc, że będzie lepiej. Serce dziewczyny roztrzaskało się na kawałki po odkryciu, że matka Luke’a miała związek z morderstwem rodziców Violet. Teraz trudno je poskładać ponownie i komukolwiek zaufać. Wróciła do tego, co było jej dobrze znane, przynajmniej tak myślała na początku. Rzeczywistość okazuje się dużo bardziej brutalna.

Czytelnikom znającym poprzednie części nie trzeba przedstawiać Luke’a. W skrócie wciąż pakuje się w kłopoty, próbując alkoholem uleczyć serce i zapomnieć o tym, co mogło sprawić, że jego życie stałoby się lepsze. Los okrutnie zadrwił z obojga a to dopiero początek. Czeka ich jeszcze daleka droga.

Fabuła jest ciekawa, chociaż tym razem okazała się dla mnie dosyć przewidywalna. Po pierwszym SMS-ie, który otrzymała Violet domyśliłam się, kto był jego nadawcą. To pozwoliło mi szybko poskładać pozostałe wydarzenia. W tej książce to jednak tak bardzo nie przeszkadza, ponieważ główną jej zaletą są pokłady emocji, które wywołuje. W tym zakresie nic się nie zmieniło. Autorka po raz kolejny wywołuje gamę uczuć, poczynając od złości, kończąc na współczuciu i zrozumieniu.

W tej części, poza dobrze znanymi bohaterami, poznajemy nowych, równie charakterystycznych, jak chociażby wujek Luke’a – Cole oraz jego syn Ryler. Mam przeczucie, że nie będzie to ostatnie z nimi spotkanie. Pisarka zgrabnie wykreowała bohaterów. Zapadają w pamięci i dobrze pasują do przedstawionych wydarzeń.

Okładka utrzymana jest w stylistyce całej serii, tak jak i narracja. Historia przedstawiana jest naprzemiennie przez Violet i Luke’a, co lepiej obrazuje ich uczucia, chwile zwątpienia i radości, wzajemne przyciąganie. Między tą dwójką czuje się napięcie wywołane niedomówieniami, lecz serca się nie oszuka.

„Przyszłość Violet i Luke’a” jest nadal zasnuta mgłą, niczym droga z wieloma ostrymi zakrętami, pełna przeszkód. Czy uda się je pokonać? Oboje się starają, lecz o przeszłości nie da się zapomnieć, a przeszłość to ból, łzy i nadal otwarta rana. Pisarka po raz kolejny porywa falą emocji i pozostawia czytelnika w decydującym momencie nie ujawniając do końca, w którym kierunku wszystko się potoczy. Nie pozostało mi nic innego, jak poczekać na kolejny tom i mieć nadzieję, że ukaże się niebawem.