„Oblubienica z Azincourt” Joanna Hickson

SAMSUNGTytuł: Oblubienica z Azincourt
Autor: Joanna Hickson
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 556

Gdy w 1401 roku królowa Francji Izabela powiła kolejne – dziesiąte już dziecko nikt nawet nie przypuszczał, że dziewczynka, której nadano imię Katarzyna odegra tak dużą rolę w historii tego kraju. Katarzyna de Valois została oblubienicą króla Anglii Henryka V, ale droga do tego wydarzenia była długa, wyboista i pełna cierni.

W książce tej macie możliwość się o tym przekonać poznając skrawek historii oraz losy tej pięknej i silnej kobiety.

Biorąc książkę do ręki od razu zwraca uwagę okładka, która kojarzy się z przepychem, średniowieczem i scenerią związaną z tym okresem, chociaż może wydać się również przejaskrawiona.  Kobieta, która jest na niej przedstawiona ma smutne, pełne powagi spojrzenie. A czy życie księżniczki nie powinno być jak z bajki?

Od pierwszych stron przenosimy się w dawne czasy i momentalnie wciągnięci jesteśmy w sieć przeróżnych wydarzeń. Opowieść snuje Guillaumette Dupain zwana Mette, będąca z początku mamką i nianią, a w późniejszym okresie powiernicą i podporą księżniczki Katarzyny. Historię przedstawia od samego początku opisując zarówno sam poród, który odbywa się w komnacie pełnej bogactwa i wygód, ale także… grupy notabli. Już opis tego wydarzenia i sposób jego przedstawienia wzbudza zainteresowanie i zdziwienie. Wierzcie lub nie, ale z każdym kolejnym rozdziałem  moje zaskoczenie wzrastało, lecz także coraz trudniej było mi przerwać czytanie. Nie spodziewałam się, że życie księżniczki było tak bardzo wypełnione smutkiem, ograniczeniami, a czasem nędzą i brutalnością.

Główna bohaterka, ale także pozostałe postacie przedstawione zostały w sposób wyrazisty i wzbudzający wiele emocji. Dzięki temu losy ich nie są czytelnikowi obojętne, a samą książkę czyta się dobrze i z przyjemnością. Niektóre opisy wydawały mi się przydługie, ale pewnie miało to na celu lepsze zobrazowanie zwyczajów oraz lepsze zrozumienie sytuacji, które dziś mogą wydawać się nam nieprawdopodobne. Nie zmienia to faktu, że pewne wydarzenia wydały mi się lekko przekoloryzowane.

Z księżniczką Katarzyną zaprzyjaźniamy się od pierwszych dni obserwując jej dzieciństwo, widząc pierwsze wydarzenia mające wpływ na kształtowanie jej charakteru i patrząc jak dorasta. Nie zaznała w swej młodości zbyt wiele życzliwości, czy miłości, a i własną matkę widziała bardzo rzadko. Trudno ten okres w jej życiu nazwać radosnym i w przepychu, jak mogło się z początku wydawać. Niestety z czasem okazuje się, że może być znacznie gorzej.

Mette poznajemy, jako młodą dziewczynę będącą na zakręcie życiowym Mimo swojego nieszczęścia nie potrafi przejść obojętnie wobec krzywdy dziecka. Z początku z niechęcią, a właściwie za namową matki obejmuje rolę mamki dla księżniczki Katarzyny. Od tej pory losy obu pomimo różnic społecznych, jakie je dzielą zostają nierozerwalnie związane. Obie zostają okrutnie doświadczone przez los i stanowią dla siebie wsparcie, przeciwstawiając się czasem temu, co dzieje się wokół.

W książce występuje także szereg postaci wzbudzających negatywne emocje, egoistycznych, wyrachowanych i dążących po trupach do celu. Autorka dobrze zobrazowała jak wiele mogły w tamtych czasach zdziałać intrygi, i jak mało do powiedzenia miały kobiety nawet o wysokim statusie społecznym.

Narracja prowadzona jest swobodnie w wymowny sposób ilustrując często duży kontrast pomiędzy wytwornym życiem i bolesną prawdą kryjącą się po drugiej stronie woalki. Każdy na dworze nosił misterną maskę, którą zdejmował dopiero w zaciszu własnej komnaty. Autorka zgrabnie połączyła wydarzenia dobrze oddając atmosferę czasów, które opisuje oraz przedstawiając losy tej dzielnej kobiety, w której życiu niewiele gościło radości.

Pisarka dobrze przygotowała się do przedstawienia losów księżniczki opierając się na materiałach, o których wspomina w podziękowaniach na końcu książki. Tam też znaleźć można drzewo genealogiczne Walezjuszy, które może być pomocne podczas czytania.

„Oblubienica z Azincourt” to interesująca lektura pozwalająca poszerzyć wiedzę, ale dostarczająca także wiele emocji. Książka wzbudza ciekawość od pierwszych rozdziałów, czego zasługą jest z pewnością swobodny styl pisarski oraz barwny język. Losy księżniczki intrygują, a sama jej postać i postawa dają do myślenia. Z niecierpliwością będę wyczekiwała kolejnego tomu trylogii, by przeczytać o kolejnych wydarzeniach z jej życia.

15 Komentarze

  1. Sam zdziwiłem się, gdy ujrzałem smutne lico księżniczki. Ale cała reszta, jeżeli chodzi o okładkę, jest wspaniała. Myślę, że warto zainteresować się tą lekturą, zwłaszcza ze względu na Twoją rekomendację :)

  2. a wiadomo coś o drugie części, Oblubienica Tudora? Szukam w języku polskim ale nie widzę żeby była już przetłumaczona :(

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.